Monika Zmarzlińska

„Moja historia w poszukiwaniu życiowej pasji”

Zapewne nie jestem jedyną osobą, bądź jedną z nielicznych, które drążą wciąż, nieustannie jeden nurtujący temat, a mianowicie, jaką ja mam właściwie pasję? Jaki talent? Co powinnam robić by to sprawiało mi przede wszystkim radość, aby to było zajęcie dość lukratywne i jeszcze dawało innym korzyść spoza wymiaru materialnego? Takie wytyczne stały na progu moich wewnętrznych rozterek, poszukiwań, których zakresu nie było widać, do czasu gdy.

No właśnie, przyszedł w końcu ten moment, kiedy to dotarło do mnie co właściwie określać należy mianem pasja, talent. Nie odkryłam tego samodzielnie, choć to z pozoru wydaje się być proste, bo kto inny niż my sami wiemy co tak naprawdę kochamy robić, o czym marzymy, śnimy. Jak na ironię losu przystało, nie stało się tak i w moim przypadku, z rozwiązaniem życiowego dylematu przyszedł mąż, który nota bene pomaga teraz innym ludziom odnajdywać w sobie coś co ich „porusza”, coś co sprawia, że chce im się żyć, wstawać wraz ze świtem i kłaść się z uczuciem dziękczynienia na ustach, za wszystko co mogliśmy uczynić dla siebie i innych.
I tu właśnie należałoby się zatrzymać. Uświadomił mi mój mąż właśnie, że pasja i talent są czymś tak naturalnym dla nas, że nie zauważamy tego, że to jest właśnie to co sprawia, że jesteśmy uniesieni, zaaferowani na tyle, że nie zauważamy co się dzieje dookoła. Jakakolwiek praca z pasji nie sprawia nam większych trudności, sprawia, że pracując tak naprawdę odpoczywamy, czujemy się rześko i radośnie, to stan, w którym chcemy trwać każdej wolnej chwili.
Kurczę, myślę sobie, przecież to takie proste. Dlaczego więc musiałam doznać zmęczenia idąc po tej dość długiej drodze poszukiwań? Dlaczego nie dotarło to do mnie wcześniej?

Niestety czasy w jakich przyszło nam żyć, nie ułatwiają zadania. W szkole bardzo często zarówno uczniowie, nauczyciele, jak i rodzice przywiązują zbyt dużą wagę do tego jakie zajęcie w dorosłym, życiu przyniesie godziwą pracę, „bezpieczną”posadkę, najlepiej w miarę prestiżową, żeby innym było żal, i dobrze by było aby wiek emerytalny nie był zbyt oddalony, żeby można było się na starość nacieszyć życiem.
Nie wiem czy to stereotypy jedynie panoszące się po mojej głowie, czy tylko ja mam takie doświadczenia czy też coś w tym jest. Jedno jest pewne, trudniej jest odkrywać swoje pasje w systemie gdy każą nam się uczyć tego samego, postępować podobnie, najlepiej nie wychylając się poza ogólnie przyjęte normy.

Dlatego tak ważne jest aby potrafić się zdystansować i spojrzeć na siebie jakby z boku. Dokonać małej analizy. O czym najczęściej rozmawiam w towarzystwie, o czym czytam, co lubię oglądać, i w końcu co dokładnie z zajęć pochłania mnie bez reszty.
Ja sobie takie pytania zadałam, powtarzając je krótko po tym jak padały z ust mojego męża.
Odkryłam siebie, swoje naturalne pasje, w chwili gdy zobaczyłam siebie rozpromienioną, pochłoniętą w kolejnej rozmowie z kimś kto pielęgnuje swoją duszę, ciało, umysł, relacje z innymi ludźmi i najbliższe otoczenie jakim jest dom i miejsce pracy.
Zauważyłam jak wiele takich osób znam. Często wymieniamy się spostrzeżeniami, doświadczeniami, polecamy sobie nawzajem różne produkty, usługi.

Prawdą jest, że ja bardzo chętnie niosę pomoc innym. Często prowadzę długie, wielogodzinne rozmowy, które mają na celu dotrzeć do sedna, w którym jest ukryta przyczyna, inaczej, źródło problemu, konfliktu emocjonalnego, który przysporzył jakichś większych bądź mniejszych kłopotów, czy to jedynie w sferze emocjonalnej, duchowej czy też typowo somatycznych objawów chorób.
Kiedy udaje nam się dotrzeć tam, zobaczyć to źródło, nazwać, i swobodnie opuścić, jesteśmy w niebie, nie w jakimś siódmym, tylko w tym pierwszym, jedynym.
Mam wówczas możliwość czerpania satysfakcji, radości z tego co robię.
Pasja właśnie tym się daje odróżnić od innych zajęć, że sprawia nam przyjemność, po której nie mamy wyrzutów sumienia. Wszystko co robimy z pasji powinno wynikać z głębi naszych prawdziwych przekonań.
Pasja to coś w nas drzemie bez zbędnej, wyuczonej kreacji. Pasję i talent po prostu się ma. Naszym jedynym zadaniem jest jedynie to zauważyć.

Uwielbiam być zatem nie tylko kobietą przedsiębiorczą, która podejmuje się różnych zajęć, zleceń, projektów ale kocham nade wszystko być „kurą domową”, która tworzy aurę ciepła i miłości dla swojej rodziny i siebie samej. Życzę sobie i innym kobietom by właśnie negatywny trend, jakim jest pielęgnacja ogniska domowego przestała być kojarzona z obowiązkiem, który nie przynosi spełnienia, wręcz dla niektórych jest przykrym obowiązkiem.
Moją misją jest pokazanie kobietom jak możemy się rozwijać, spełniać w życiu, robiąc to co kochamy najbardziej.