Nerwuski, co z Wami nie tak?

Nerwuski, co z Wami nie tak?

Zdaję sobie z tego sprawę doskonale, że wiele osób cierpi na różnego rodzaju zaburzenia lękowe i na różnych grupach szuka wsparcia, jakiegoś rozwiązania, być może podpowiedzi w danej sytuacji lub po prostu słów otuchy. Sama cierpiałam przez wiele lat m.in. z powodu silnych lęków i wciąż przed nimi uciekałam. Aż w końcu postanowiłam zacząć coś z tym robić i spróbowałam zmierzyć się z tym. Pierwszym krokiem jest odrzuceniem wszystkiego, co daje nam ta choroba, czyli może to być szukanie akceptacji i uwagi u innych, chęć zaistnienia w rodzinie itp. Kiedy zdałam sobie sprawę, że w ten sposób niczego nie naprawię w sobie, że nieświadomie bałam się o siebie jak zakichana egoistka, to był mój pierwszy krok naprzód.
Wiele osób mówi o swojej chorobie a tak naprawdę oprócz ciągłego powtarzania i opisywania swoich objawów, nie robi nic.
To jedna z oznak, że tak naprawdę ta osoba nie jest gotowa na bycie zdrowym, bo nie wiedziałaby tak naprawdę co z sobą począć. Trzeba dla siebie ŻYĆ przede wszystkim i odnaleźć tę miłość i akceptację w swoim wnętrzu, pogodzić się i przepracować to wszystko, czego kiedyś nie otrzymaliśmy. Być może to była miłość matki, akceptacja ze strony ojca. Z pewnością wielu z Was ma za sobą trudne, burzliwe dzieciństwo, w którym brakowało poczucia bezpieczeństwa, bo w jakimś momencie wydarzyło się coś, co to poczucie zmiotło z powierzchni Ziemi, na której właśnie stałeś.
ŻADNA TABLETKA nie wymaże z Twojej podświadomości lęku, żalu, gniewu czy złości. Zastanów się, czym są dla Ciebie lęki i jak na nie patrzysz, czy jako na coś, co chce Cię zabić, zniszczyć? A gdyby zamiast tego spojrzeć na nie jak na coś, co chce CI coś powiedzieć, pokazać… Lęki opowiadają dużo o tym, jak bardzo cierpi nasza dusza, bo być może kiedyś ktoś ją zranił, porzucił, wyśmiał, zdradził..
Wejdź w to, co czujesz i obserwuj zupełnie jakbyś stał/stała z boku. Czego się obawiasz? Śmiertelnej choroby? Boisz się, że coś Ci się stanie złego i nie będziesz już miał okazji tu być? Boisz się, że znikniesz bez śladu i nie pozostanie po Tobie nic? Może kilka wspomnień, jakiś maleńki cień, ale Ciebie już nie będzie? Co zatem chcesz zrobić, teraz kiedy żyjesz I JESTEŚ TU? Przecież jesteś tu PRAWDA?! Oddychasz! Żyjesz! Widzisz i czujesz! Doświadczasz! I co w związku z tym robisz? Czy takie życie Cię zadowala? zastanawiasz się, czy ktoś z Twoich bliskich będzie cierpiał z powodu Twojego odejścia? Czy czujesz się kochany, kochana? Czy czujesz, że ktokolwiek Ciebie rozumie? W rodzinie? Tutaj na grupie? Czego tak właściwie potrzebujesz? Gdzie jest pustka, którą chcesz zdążyć napełnić, by zacząć w końcu cieszyć się życiem? Czy chcesz ją odnaleźć i wypełnić? Czy podjąłeś/PODJĘŁAŚ JAKĄŚ PRÓBĘ?

Zrób coś z tym i zacznij szukać wypełnienia tej pustki albo nadal szukaj nowych objawów i potencjalnych chorób, wybór należy zawsze do CIEBIE.
Wszystko, czego potrzebujesz, jest już w Tobie, a Ty patrzysz w złym kierunku, szukasz wciąż na zewnątrz, zamiast spojrzeć W GŁĄB siebie.
Powiem Ci, co ja zrobiłam. Najpierw zaczęłam robić porządek na swoim „podwórku”. Zrozumiałam, że jestem już na etapie, kiedy nikt nie będzie o mnie dbał, a nawet jeśli zechce, to nie będzie wiedział czego ja istotnie pragnę. Ja sama nie wiedziałam czego chcę więc jak mogłam oczekiwać, że ktoś inny będzie znał mnie lepiej niż ja sama? Zaczęłam swoje poszukiwania, swoją podróż. Nie wiedziałam dokąd dojdę. Chciałam czuć się dobrze, bezpiecznie i komfortowo. Kiedy już po długim obserwowaniu siebie zaczęłam zbliżać się do mety, odnalazłam niespodziewanie dziewczynę, która na pierwszy rzut oka nie miała łatwego życia, wciąż samotna w swoim świecie żyła, z myślą, że stanowi problem dla swojej rodziny. Mama nie oczekiwała z radością na jej przyjście na świat, zamiast tego tonęła we łzach i własnym strachu, o którym też nikt nie miał pojęcia, tylko ona sama. Ze wszystkim zawsze było jej pod górkę, nigdy nie mogła zaznać spokoju i ukojenia tego bólu, że przecież jest nikomu do niczego niepotrzebna. Miała wiele chwil słabości i niekiedy frustracja i wstręt do siebie samej sięgała zenitu, najbardziej, kiedy to nawet nie udało jej się odebrać sobie życia.
Mimo to dalej żyła, oddychała… Żyła w niej jakaś niewidzialna siła, którą odnalazłam pod ciężkimi skorupami, które przez wiele lat tworzył ogromny lęk, gniew do siebie samej za to, że nie umarła jeszcze w łonie matki, strach przed tym, co jest dalej niż to jutro, które przynosi coraz większy ból, zagubienie, gdyż nie wiedziała, kim właściwie jest, i do kogo przynależy, złość na taki los popaprany, zazdrość o starszego brata, o którego narodzinach lubiła opowiadać jej mama, lubiła mówić o wszystkich pięciu porodach, ale gdy była pytana przez tą małą przestraszoną dziewczynkę niepewnym głosem: „a jaaa mamo? Jak mnie urodziłaś?” słyszała odpowiedź: „normalnie, szybko” i zaraz po tym jej mama zmieniała najpierw wyraz twarzy i potem temat, z dziwnym pośpiechem w oczach. To było bardzo bolesne dla tej małej czteroletniej dziewczynki, kiedy nie mogła dowiedzieć się, dlaczego mama uciekła na tak wiele lat, zostawiając ją samą z bratem i ojcem. Tak ciężkie były te skorupy i tak mocno przytwierdzone do jej tożsamości, ale w końcu, gdy przedarłam się przez ostatnią, zobaczyłam, że dalej już nic nie ma, jakaś dziwna otchłań, czarna i czysta jednocześnie. Okrutnie bałam się tego, czym się dla mnie okaże, jak będzie smakować, co ze mną się stanie, gdy do niej zawitam.
Strach był mosiężny i zajmował całe moje istnienie, ale droga za mną była żmudna i długa, tyle wysiłku wydałam z siebie za każdym razem, gdy przedzierałam się przez kolejną twardą warstwę. Nie było już sił, aby zawrócić i kiedy zdałam sobie sprawę, że to, co minęłam, ma więcej odcieni czerni i bardziej mnie przeraża niż to, co jest przede mną, postanowiłam zaryzykować.
W tej samej sekundzie, kiedy podjęłam decyzję i weszłam w tę nieznaną dotąd „otchłań”, poczułam, jak wypełnia mnie coś, czego nigdy dotąd nie czułam, a już z pewnością nie potrafiłabym ocenić ani ubrać w słowa. MIŁOŚĆ była wszędzie! SPOKÓJ był wszędzie! RADOŚĆ była wszędzie! Ja byłam MIŁOŚCIĄ. Wszystko, o czym mogłabym pomyśleć, było miłością. Przeogromne poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Ja jestem Tą Miłością, która we mnie mieszka. Skakałam z radości i delektowałam się każdą sekundą życia. Moje całe ciało trawiło to szczęście, które dało się zauważyć dosłownie wszędzie.
Niezwykła była to podróż. Zapewne, gdybym Wam opowiadała dalej, co się działo w moim nowym życiu, niektórzy z Was i tak by nie dowierzali. 
Teraz dzielę się z każdym swoim szczęściem i zachęcam do własnej podróży.
Wiem jak w dzisiejszym zabieganym świecie trudno o chwilę refleksji, jak trudno przychodzi o chwilę wytchnienia. Bo wydaje nam się, że musimy tak wiele jeszcze zrobić tu i jeszcze tam i tam..
Zapomina się jednak o podstawowych rzeczach, takich jak określenie celu, do którego się zmierza, zapominasz o tym być może, że musisz zadbać o siebie podczas codziennej wędrówki, zamiast tego dbasz o wszystko inne, a potem nie wiesz do kogo mieć pretensje, że jest z Tobą źle, że znów nie masz sił, a nikogo to nie obchodzi… Wiedz jedno, że NIKT ZA CIEBIE TWOJEGO ŻYCIA NIE PRZEŻYJE! Nikt nie przyjdzie do Ciebie z cudowną tabletką i nie powie Ci, że gdy ją połkniesz to wszystko, co złe odejdzie raz na zawsze..
Aby wrócić „do domu” trzeba po prostu ruszyć tyłek i zacząć iść. Aby znaleźć źródło z wodą na pustyni, musisz ruszyć i zacząć go szukać, w innym wypadku uschniesz z pragnienia.

Moja podróż nadal trwa…
Teraz podróżuje mi się znacznie lżej, bez tego ciężkiego balastu. Wiesz, że musiałam najpierw przejrzeć swój plecak, zobaczyć co w nim się znajduje, pożegnałam wszystko, co już się nie przyda, wyciągnęłam lekcje i doceniłam wszystko, co się do tej pory w moim życiu zadziało. Dzięki temu, że wzrastałam w takich trudnych warunkach, mogłam się przystosować lepiej i uodpornić. Jestem wdzięczna za tą SIŁĘ, która mieszka w każdym z nas, w Tobie też.

I jak zwykle się rozpisałam. 
Chcę jeszcze Wam przedstawić narzędzie „KOMPAS OSOBISTY”, które stworzyłam do tego, by móc lepiej siebie poznać. Z racji tego, że zapisywanie swoich różnych emocji, spostrzeżeń, zawsze prowadziło mnie do dobrego wyjścia, uznałam, że ludzie powinni to praktykować JAK NAJCZĘŚCIEJ. Jak inaczej zdystansować się do pewnych spraw, emocji, skoro jeszcze dobrze o czymś nie pomyślisz, to zaraz o tym zapominasz i TRACISZ, idąc dalej.?
Ja opisywałam swoje najróżniejsze obawy, lęki, radości (choć tych było jak na lekarstwo), ale to dawało mi ogromny pogląd na siebie samą i miałam źródło, na którym mogłam pracować.
Dzięki temu samoistnie wracało wiele wspomnień, trudnych chwil, oraz traumy, z którymi mogłam się dzięki temu zmierzyć.

Znajdziesz go u mnie w zakładce “polecam” jak i na stronie https://kompasosobisty.pl/

Nigdy się nie poddawaj!🍀☀️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *